niedziela, 30 grudnia 2012

Prolog: Rozstania i powroty.

Nevaeh, godz.2.00, 21 październik. 

Dotychczas było idealnie. Wiodła normalne życie, od kiedy Garfield pozwolił jej odejść. Dziś jednak zobaczyła go znowu. Po 7 latach, od kiedy odeszła z drużyny. Chciała podejść, chciała się przywitać... Chciała wyznać, że tęskni... Co zmieniło jej decyzję? 
Wózek. Garfield miał dziecięcy wózek, i próbował uspokoić siedzące w środku dziecko. No właśnie, dziecko. Jego? Nie, to niemożliwe, z kim niby...
-Rav, tu jestem!
Wysoka kobieta z krótkimi, granatowymi włosami podeszła do stojącego pod sklepem Garfielda. Pocałowała go na powitanie, a potem wyciągnęła z wózka dziecko i je przytuliła. Mały chłopiec, możliwe, że miał rok, o czarnych włosach, i zielonej skórze. To na pewno dziecko Gara. Definitywnie. Z kim?
-Raven...-wyszeptała Tara. -Jesteś z Raven...
Chciało jej się płakać. Jaka była głupia! Kiedy była jeszcze Tytanką, Garfield- znaczy Bestia- skakał wokół niej, gotowy spełnić jej wszystkie zachcianki, gotowy przytulić ją, gdy ta tego potrzebuje. Ale to jej nie wystarczało. Nie potrafiła znieść tego ryzyka, tego niebezpieczeństwa, tego... Wszystkiego. I tak po prostu, go zostawiła... I straciła to szczęście, które teraz mieli... On i Raven...
-Bądź szczęśliwy.-mruknęła. Potem odwróciła się i szybko pobiegła do domu.
Od tamtego czasu minęło kilka godzin, Tara leżała teraz w łóżku i oglądała telewizję. Phi, w sumie, czego ona może im zazdrościć?! Sama skończyła prawo. Znalazła niezłą pracę w kancelarii, ma piękny dom...
....
Nie ma jednak do kogo się przytulić, nie ma na kim polegać, nie ma z kim dzielić swojego szczęścia, nie ma kim się zaopiekować...
Gdy tak myślała, nagle usłyszała dzwonek do drzwi. Wystraszyła się. Kto może czegoś od niej chcieć o tej porze?! Złodziej? Nieważne. Jeżeli złodziej, to cholernie pożałuje... Mimo, że długo nie używała mocy, to nie można było sobie z nią ot tak po prostu zadzierać! 
Ubrała na siebie szlafrok i przeszła do holu. Przyłożyła ucho do drzwi.
-Kto tam?-zapytała.
-Otwórz, Terro. Przyjaciel...
Terro? Ten ktoś powiedział do niej Terro?! Nikt jej tak nie nazywał od 3 lat, kiedy to pamiętnie wezwano ją po raz ostatni na pomoc! Zdenerwowana otworzyła drzwi. Zobaczyła wysokiego mężczyznę o czarnych, krótkich włosach. Mimo, że dawno się nie widzieli, rozpoznała go od razu.
-Boże, Richard...
-Ja też się cieszę, że Cię widzę, Terro.
-Proszę, mów do mnie Tara. Nazywam się Tara. Jeżeli chcesz mnie wezwać na jakąś cholerną misję, to nie...
-Nie, nie o to chodzi! To naprawdę trudna sprawa Taro. Nie chcemy, żebyś używała swoich mocy, ale mamy dla Ciebie najważniejszą prośbę, jaką kiedykolwiek moglibyśmy mieć. Czy moglibyśmy wejść?
-My? To znaczy ty i kto?
Z ciemności wyszła wysoka kobieta o długich, czerwonych włosach. W rękach trzymała małe zawiniątko.
-Kopę lat, Taro.
-Kira!

Tara szybko przygotowała kawę. Zaniosła ją do salonu i usiadła na przeciwko swoich niespodziewanych gości. Czuła się nieco zażenowana tym, że jest tylko w szlafroku i koszuli nocnej, ale to raczej nie sprawiało teraz problemu jej gościom.
-Więc?-zapytała.-O co chodzi, jeżeli nie o moje moce? I co tu robicie? We dwoje? Kira, słyszałam, że zaginęłaś! Nie było cię widać, już ponad rok.
Kira uśmiechnęła się słabo.
-No cóż. Tak to miało teraz wyglądać...
-Richard, a co z Koriand'r? Co z Białym? Co wy tu robicie we dwoje?!
Richard westchnął.
-We troje, Taro. Co my tu robimy we troje.
Dopiero teraz blondynka zobaczyła, co było w małym zawiniątku. Zakryła usta dłonią.
-Mój Boże, to dziecko...
-Tak, to nasze dziecko.-mruknęła Kira.-Moje i Dicka.
-CZY WYŚCIE POSZALELI?!-wrzasnęła.
-To była tylko jedna noc, Taro. To był błąd. To było wtedy, gdy Sha'ir miał atak...
-Sha'ir?
-Biały. Nie mogłam już wytrzymać, wystraszyłam się... Uciekłam na Ziemię, do mojego taty.
-A co z Twoim synkiem?
-Wiesz, jak to jest na Sivir, opowiadałam ci.Do 7 roku życia Tea'ri jest bezpieczny. 
-Tak, będąc w szkole "wojskowej".
-Richard, rozmawialiśmy już o tym. Byłam przeciwna. 
-Oszaleliście?! Nie kłóćcie się teraz! Co tu robi dziecko?!
Kira i Dick spojrzeli na siebie, a potem na Tarę.
-Nikt z nas nie może teraz zatrzymać dziecka.-powiedział Dick cicho.
-Co?!
-Za zdradę małżeńską na Sivir ladacznica zostaje zabijana, czyli ja.-mruknęła Kira.-Do tego moja ciąża. To było straszne. Nie mogę jej wziąć do siebie! Zabiją ją! Ją oraz mnie.
-A do tego stanowczo nie chcemy dopuścić.-powiedział Richard.
-Więc zostań na Ziemi Kiro!
-A co z moim synkiem? Nie odzyskam go...
Tara zszokowana odłożyła kubek z kawą na stół, bała się, że go upuści. 
-Przez ten rok mój ojciec ukrywał mnie. Teraz jednak wiadomo, że musimy się rozstać.
-A ty, Dick?! Czemu nie weźmiesz dziecka do siebie?!-wrzasnęła zdenerwowana Tara.
-Ponieważ chcemy, żeby Cherry miała normalne życie.-powiedział Richard. -Kira posiada moce jedynie z kamienia. Cher jest normalna. Nie ma żadnych mocy. U mnie i Koriand'r ona tego nie uzyska. Bezpieczeństwa. Szczęścia. Poza tym, Cher może być zbyt podobna do Kiry, a Sha'ir czasami bywa na Ziemi, by nas wspomóc w walce.
-I dlatego chcecie, żebym ją wzięła? Żebym ją adoptowała? Zaryzykowała swoją karierę, to, co mam?-powiedziała, choć nagle zamarła. Co ona ma? Nie ma nikogo, do kogo mogłaby się przytulić, ani...
-Taro, będę ci pomagał, jak mogę, będę przyjeżdżał, żeby ci pomagać, będę kupował, co będzie potrzebne, ale teraz błagamy- uratuj jej życie. To moja córka, na miłość boską, nie oddam jej do żadnego przytułku.
-A ja muszę już wrócić na Sivir! Tea'ri mnie potrzebuje, Sha'ir mnie potrzebuje! Kocham ich!
Richard się wzdrygnął, i spojrzał smutno na Kirę. Ta jednak nie zauważyła nic. 
Tara siedziała jeszcze chwilę, myśląc.
-Nie musisz się decydować teraz, Taro.-powiedział Richard.-To trudna decyzja, jesteśmy podli, że stawiamy cię przed czymś takim...
-Nie. Uspokój się, Dick.-powiedziała Tara.-Jakkolwiek ma to wyglądać, zgadzam się.
Kira podniosła głowę, zaskoczona.
-Naprawdę?!
-Tak. Widzę, że sytuacja jest straszna. Kiedyś wy mi pomogliście. Teraz tyle mogę dla was zrobić.
Richard uśmiechnął się, a Kira przytuliła Tarę. Potem podała jej zawiniątko. Tara patrzyła teraz na małą, śpiącą istotkę, zupełnie jej obcą.
-Cher, Cher Grayson. Witaj. Tu ciocia Tara, teraz będę cię wychowywać.
Kira uśmiechnęła się słabo, próbując powstrzymać łzy.\
-Musimy już iść.-Richard wstał.-Jutro przywiozę ci Cher i wszystkie rzeczy,  tata Kiry mi pomoże.
-A ty, Kiro?
-Już muszę wracać. Koniecznie jutro. Tea'ri wraca do domu na swoje urodziny. Gdybym znowu je opuściła, byłby zły.
Jeszcze chwilę rozmawiali, a potem Tara pożegnała się i jej goście wyszli. Przez okno zobaczyła, że Kira była załamana, a Richard ją przytulił. Nie było to dziwne. Traciła dziecko. Może na zawsze. 
Dziwna decyzja Tary trochę ją dziwiła. Zgodziła się nagle na coś aż tak szalonego, dziwnego...
-Taro, gratuluję. Nagle zostałaś mamą, i będziesz komuś potrzebna. Tak, jak sobie życzyłaś.-powiedziała do siebie, i poszła spać.
_____________________________________________________________________________
22 październik.
-Już czas, Kiro.
Kobieta podniosła wzrok znad łóżeczka swojego maleństwa. Jej ojciec stał zmartwiony w drzwiach.
-Już idę, tato. -Kira ucałowała swoją córkę w czoło, i wyszeptała.-Cherry, na zawsze pozostaniesz w moim sercu.Jeszcze się zobaczymy. 
Wstała i szybko wyszła z pokoju. Nie mogła się oglądać, bo inaczej tęsknota zniszczyłaby jej serce. Maleństwo teraz spało, i na te pięć minut mogli je zostawić same w pokoju.
Zeszli do piwnicy, gdzie Dick kończył majstrować przy portalu.
-O, już jesteś. Świetnie.-Dick wstał. -To co, żegnamy się, i...
Kira szybko go pocałowała, zanim zdążył dokończyć zdanie.
-Dbaj o nasze dziecko. Wychowaj ją na porządnego człowieka. Chcę od czasu do czasu otrzymać jakąś wiadomość.
-Jasne.-pokiwał głową.
-A, i dbał o Koriand'r. To najlepsza kobieta, jaką w życiu miałeś.
Dick odsunął się na bok, a Kira przytuliła się do ojca. Nagle się rozpłakała.
-Nie, nie teraz, kochanie. Musisz być silna.
-Wiem, tatusiu...
-Przywieź mi kiedyś mojego wnuka, chętnie go zobaczę.-potem ojciec wyszeptał jej do ucha.-Choć Sha'ira nie musisz brać ze sobą. Nie lubię go. Zawsze chciałem, żebyś została żoną Richarda.
-Tato, proszę.
-Wiem, wiem, kochasz go. Więc idź. 
Kira stanęła przed portalem. Dick włączył aparaturę, po chwili w okrągłej tafli można było zobaczyć pałac z Sivir.
-Pamiętasz scenariusz?-zapytał Richard.
-Pamiętam.
-A będziesz zawsze pamiętać, że cię kocham?
Kira odwróciła się jeszcze na chwilę, i uśmiechnęła.
-Zapamiętam, jak już bardzo prosisz.
Ostatnie, co Dick widział, to jej piękny uśmiech. Potem zniknęła.
___________________________________________________________________
SIVIR.
Sha'ir siedział na tronie. Oczekiwał wejścia gości i przyjścia Tear'a. Musiał mu wręczyć prezent jako pierwszy. A przede wszystkim cholernie chciał wreszcie przytulić swoje dziecko. Tęsknił za nim. Obiecał sobie, że gdy wreszcie zostanie pełnoprawnie koronowany, to zniesie tą głupią tradycję wysyłania dzieci do tej cholernej szkoły... 
Nagle otworzyły się drzwi. Sha'ir wstał.
-Witam gości pała...-nagle zamarł. To nie byli goście przyjęcia. Ani nawet Tea'ri. To była księżna Kira.
To była jego królowa. Królowa jego serca. Choć stała ledwo żywa. Ta, która zniknęła nagle podczas jednego z jego ataków półtorej roku wcześniej. 
Zszedł z tronu i podbiegł do kobiety. Ta padła mu w ramiona. 
Rozpłakał się.
-Kira...-szeptał jej imię.-Och Kira, och Kira... Gdzieś ty była?
-Nic nie pamiętam...-szepnęła. I przytuliła go mocno.-Ale już jestem. Już jestem. Tęskniłam.
-Zabiorę cię do pokoju, niech jakiś medyk cię obejrzy...
-NIE! Shai'r, pomyśl o Tea'rim. Chcę go przywitać. Proszę.
Pokiwał głową. Wziął swoją królową na ręce i zaniósł na tron. Nie obchodziło go nawet to nietaktowne na tą sytuację odzienie!
Chwilę potem otwarły się wrota. Goście zaczęli wchodzić do sali. Na końcu wszedł książę. 5-letni malec szedł mężnie przez salę, chciał przyjąć życzenia jak prawdziwy mężczyzna. Nagle jednak zobaczył swoją mamę- tą, której tyle nie było! 
-MAMA!-wrzasnął i podbiegł do tronu. 
Teraz nic innego się nie liczyło, niż ta mała, szczęśliwa rodzina, która znowu była razem.
Serce Kiry znowu zaczynało bić szczęściem.
______________________________________________________
...Ale zepsułam prolog xD. Trochę to skomplikowane, aczkolwiek te działania powinny być wyjaśnione.
Jakby co, gdyby ktoś nie wiedział: Kira nie jest oryginalną postacią z DC, ja ją wymyśliłam ^^"". Wszystko do końca wyjaśni się później.

9 komentarzy:

  1. Jesus, tyle imion, tyle imion!
    Cherry *.* Ciekawe, czy ona będzie miała jednak jakieś moce...No i pojawiła się Terra! Oj, sorry, Tara. Świetnie to napisałaś. Tylko nie wiem, jak serce może bić szczęściem. O.o Może ze szczęścia? x.X Nie wiem, nie znam się, ale mimo wszystko...Tak poza tym jest bosko. Jestem ciekawa reszty osób w drużynie. Historia zapowiada się świetnie. Czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tam, to, że bije szczęściem, to przenośnia, zgadza się xDD

      Usuń
  2. Bardzo fajne opowiadanie,czekam na kolejny rozdział :) Najbardziej ciekawa jestem pojawienia się Damiana i Mar'i (Lian swoją drogą też). Na swoim blogu na onecie napisałaś,że będzie Impulse - Miałaś na myśli Iris czy Barta? A może kogoś innego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam na myśli Barta, wydaje mi się on fajniejszą i milszą postacią :D

      Usuń
    2. No tak,Bart jest dość fajną postacią :D Będzie on przedstawiony jako starszy od nich czy też będzie w takim samym wieku?

      Usuń
    3. Zrobiłam ich w różnym wieku, w drużynie tak od 12 do 19 roku życia, wydaje mi się, że to dobry pomysł, bo będą mogły wyniknąć rózne konflikty z powodu wieku, czy coś w tym stylu, mam na takie coś pomysł xD. Akurat Bart będzie jednym z młodszych, bo 13 letni, ale zamierzam pokazać tą drużynę na przełomie kilku lat :)

      Usuń
    4. Mhm,rozumiem ;-) A mogłabyś mi zdradzić kto będzie najstarszy w drużynie? :) I teraz jeszcze zauważyłam że zrobiłam błąd w pierwszym poście,chodziło mi o Irey a nie Iris*

      Usuń
    5. Najstarszego zamierzam zrobić Teda :).

      Usuń
  3. Eh, rzeczy które dla ciebie robię xD
    Oto mój nowy profil google, tylko po to, by napisać ci komentarz xD
    Mój pierwszy się usunął ;_;
    A teraz o prologu.
    Wow xD
    Biedna Tara, musi się zajmować dzieckiem xD
    Mam nadzieję, że poczyta jakies poradniki, czy coś xD
    Już nie mogę doczekać się Damiana ^^
    I zgubiłam się, jeśli chodzi o imiona, ale za kilka rozdziałów wszystko w mojej głowie powinno się już ułożyć xD
    Z niecierpliwością oczekuję następnych rozdziałów xD
    ~Lauri24

    OdpowiedzUsuń